Rycerski Turniej Biegowy

Rycerski Turniej Biegowy, to dla mnie taka kumulacja rzeczy, które lubię. Bieganie, góry, zamek, ruinki – swoiste combo, nic więcej mi nie trzeba by podjąć decyzję o wyjeździe na takie zawody. Duży plus tego cyklu jest taki, że można zapisać się na miejscu. Opłata niewysoka ( 15 PLN za bieg ), więc jest to impreza, na którą można wyruszyć na pełnym spontanie. Aczkolwiek przyznam, że ten wyjazd planowałem od dawna – w zeszłym roku startowaliśmy z moją ładniejszą połową tylko na trzecim bieg cyklu ( Bieg na Grodno ), ale na tyle się podobało, że w tym roku mam zamiar ukończyć całość.

Do Książa udałem się z Grześkiem – trenerem Bielawskiej Akademii Biegania. Podróż minęła szybko – fajna, nakręcająca rozmowa i super nastawienie przed startem.  Obaj nie bardzo wiedzieliśmy jakiego rodzaju trasy spodziewać się po biegu pod ciut enigmatyczną nazwą „Tunele i Tarasy Zamku Książ”. Ja trochę zaryzykowałem i wziąłem buty trailowe, Grzesiek – asfalciaki. Troszkę pobłądziliśmy, ale w końcu docieramy na miejsce, bierzemy numery i idziemy do szatni, w której niespodzianka – stół do piłkarzyków. Takiej okazji do gry nie mogłem przepuścić i moja rozgrzewka to było tłuczenie na tym stoliku – i przy okazji „tłuczenie” jednego z biegaczy, który był moim rywalem przy stole ( już napis na moim dresie „Wrocław Foosball Team” powinien dać mu do myślenia, że czeka go ciężka przeprawa ). Czas przy stoliku minął szybko – udało mi się nie tylko rozgrzać, ale poprawić i tak znakomity humor, i już musiałem lecieć na rozpoczęcie właściwych zawodów. Tu okazało się, że pod zamkiem mamy start honorowy, a właściwy jest w parku, zaś trasa to będzie mocno pagórkowaty cross ( tu Grzesiek smutno spojrzał na swe buty ), a ledwie końcówka będzie po zamkowych tarasach ( tuneli z nazwy biegu było niewiele ).

Sam bieg poszedł szybciutko, bo trasa miała około 4 km – cross pełną gębą, szczególnie, że co chwilę mieliśmy przelotne opady deszczu. Kto miał buty trailowe, ten dużo zyskał, bo wielu zawodników ślizgało się jak na łyżwach. Moje turbo-trail-lidle spisały się wyśmienicie i zrobiłem niespodziewanie dla siebie życiowy wynik – 13 open, 3 w kategorii. W całym cyklu liczy się suma czasów wszystkich biegów, więc cisnąłem do końca na 100% i stało się – moje drugie podium ( choć nagradzano tylko zwycięzców w kategoriach wiekowych, ale jakaś satysfakcja jest ) w „karierze” zdobyte. 😀 Mogło być nawet ciut lepiej, bo na starcie zachowawczo ustawiłem się w połowie stawki, a na pierwszym kilometrze trasy ciężko było wyprzedzać i trochę tu straciłem. Tak czy siak – dla mnie świetny wynik i super początek turnieju biegowego. Gorzej poszło Grześkowi, choć to gorzej, to tak w cudzysłowie – ósme miejsce open, drugie w M20, ale ponad minuta straty do zwycięzcy tej kategorii. Ale pomimo niezadowolenia zapowiadał, że jeszcze powalczy. 

Rycerski Turniej Biegowy

Dzień później mieliśmy do pokonania około 7 km typowego biegu anglosaskiego, dodatkowo zaliczanego do Ligi Biegów Górskich, także pojawiło się kilku niezłych zawodników więcej. Trasa bardzo malownicza: górki, ruiny Starego Książa ( i widoki na „właściwy” zamek ), wąwóz Pełcznicy, no po prostu pięknie. Niestety dość krótki dystans i walka o miejsce zmusza do maksymalnego wysiłku i nie pozwala nacieszyć się widokami. Na tym biegu nie dość, że straciłem „przewagę” obuwia to dało o sobie znać zmęczenie – niestety nie bardzo daję radę biec na 100% dzień po dniu, nwet przy dość krótkich dystansach. I choć dałem z siebie wszystko, to w końcówce brakło sił – na ostatnim podbiegu wyprzedziło mnie kilku zawodników i ostatecznie zająłem 23 miejsce open ( 6 w kategorii – niestety w cyklu już jestem poza podium; ale to jeszcze nie koniec – będę walczył! ). Dużo lepiej poszło Grześkowi, który tym razem zabrał buty terenowe i pomimo mocniejszej obsady zajął 7 miejsce w generalce i ponownie drugie w kategorii ( ale w całym cyklu wyszedł na minimalne prowadzenie w M20, super! ) – widać dzień wcześniej nie rzucał słów na wiatr mówiąc, że nie zamierza odpuszczać i wierzy, że przynajmniej w „wiekowej” zawalczy.  Będą emocje na finale cyklu. 

Obie imprezy dość kameralne – startowało niespełna 80 zawodników i zawodniczek. Widać, że większość uczestników się zna, bo panowała taka wręcz rodzinna atmosfera – wypisz wymaluj jak tydzień temu w Głuszycy. Start w takich okolicznościach, to wręcz przyjemność. Szczególnie, że po drugim biegu organizatorzy urządzili ognicho, a jak powszechnie wiadomo: kiełba z ognicha to ulubiony, dietetyczny posiłek każdego biegacza. 😉 Po każdym z biegów były medale ( na „tunelach” brązowy, a na „ruinach” srebrny – na zamku Grodno czeka nas złoto! ), woda, mały posiłek ( w sobotę buła, a w niedzielę wspomniana kiełba ) i losowanie nagród. Jak dla mnie rewelacja. Organizacja taka trochę „oldschoolowa”, co moim zdaniem też dodaje swoistego uroku temu cyklowi – zresztą wszystko poszło dość sprawnie. Dlatego już nie mogę się doczekać ostatniego biegu cyklu, czyli na Grodno – trasa już jest mi znana i zapewniam, że piękna ( góra Chojna, Jezioro Bystrzyckie, zamek + na trasie parę niespodzianek ), a zarazem wymagająca. Także jeśli się zastanawiacie na startem w Zagórzu, to nie ma nad czym się zastanawiać, tylko przyjeżdżać.  Aczkolwiek w tym samym terminie jest też parę innych ciekawych biegów, że wspomnę tylko o pobliskim Mokrzeszowie, gdzie odbędzie się trzecia edycja crossu, po malowniczej trasie wiodącej do wapienników nad Jeziorkiem Daisy. Jeśli jednak wybierzecie Zagórze, to zapewniam, że przynajmniej jedną niebieską koszulkę w barwach Biegamy we Wrocławiu tam zobaczycie!

Related posts